6-12.08.2008 - Polska /Czechy/Słowacja
MAPA
|
||||||||||||||||||||||||
| V dzień (Stare Hamry (CZ) - Varin (SK) ) | ||||||||||||||||||||||||
| Wstaliśmy bodaj o 8. Po zimniej nocy zdecydowaliśmy się zjeść co ciepłego z rańca, który o 8 był zimny, a o 9 - już ciepły. Mieliśmy jeszcze do rozwiązania problem z dętką, co po jakimś czasie udało się rozwiązać. Doszedł jeszcze problem dotyczący łożysk piasty w moim przednim kole, co zajęło jakieś 15 minut. Wyjechaliśmy w sumie przed 10. Do słowackich sąsiadów brakowało nam jakieś 7 km. Najpierw długo z góry, potem długo pod nią aby na samym szczycie przekroczyć granicę. Była niedziela i domyślaliśmy się że ciężko będzie o "potraviny" i jeszcze ciężej o "exchange". W pierwszym przypadku obawy okazały się przedwczesne. Zaraz za granicą zrobiliśmy zakupy głównie wydając jeszcze akceptowalne czeskie korony. Dzień zapowiadał się na bardzo ciepły, także najbardziej zależało nam na "neperlivej vodzie". Przy sklepie ucięliśmy my również ciekawą pogawędkę z pewnym Słowakiem, który m.in. doradził nam właściwą drogę do Żiliny. Tak więc wybraliśmy opcję "płaską, ale dłuższą", "krótsza, ale bardziej pochyła" odpadła z kretesem. Do Żiliny dojechaliśmy w miarę o czasie. Wiatr wiał nam w plecy :). W samym mieście udało nam się zamienić walutę, ale dopiero w cztero i pół gwiazdkowym hotelu! Jednak byliśmy zadowoleni z samego faktu posiadania słowackich koron. Co ciekawe na Słowacji nie chcieli nam przyjmować "euro" mimo, iż kraj ten od jakiegoś czasu należy do "strefy euro". Zdecydowaliśmy się na nocleg na polu namiotowym. Najbliższy camping był w Varinie (6km od Żiliny). Dotarliśmy tam na 19. Szybko zarejestrowaliśmy się i postawili namioty, a że camping był o wysokim standardzie wykąpaliśmy się pod prysznicem! Ostatni taki rarytas mieliśmy w.... Krakowie. Teraz dopiero byliśmy prze kozakami :) Jeszcze pranie udało się zrobić. Po kolacji poszliśmy do tamtejszej knajpy na dobre (zdecydowanie lepsze niż u nas) piwo. Dopiero po 23 położyliśmy się spać. | ||||||||||||||||||||||||
| Dystans dzienny: 89.6 km | ||||||||||||||||||||||||
| Dystans
całkowity: 393.8 km
|
||||||||||||||||||||||||
| VI dzień ( Varin (SK) - Jabłonka) | ||||||||||||||||||||||||
| Planowany "get up" o 7. Niestety i tym razem "nie dało się". W sumie trzy kwadranse obsuwy. Ciepła kawa, zimny posiłek i trzeba było się zbierać. Plan na dziś - Polska :) Jeszcze rano ustalaliśmy trasę. Spotkaliśmy chłopaków z naszego kraju (jeden z Katowic, drugi z Lublina), którzy właśnie kończyli wyprawę do Ukrainy i Rumuni przez Słowację i Węgry. Chwile pogadaliśmy, skorzystaliśmy na wzajem z map i ruszyliśmy właśnie gdy oni składali namiot, jak się okazała nie tylko nam szło to tak opornie :D Trasa jak się później okazało wybraliśmy bardzo przyjemną krajobrazowo. Wyjeżdżając z Varina, powoli oddalaliśmy się od pasma górskiego "Mala Fatra" w Karpatach Zachodnich i kierowaliśmy się w kierunku Wyżyny Orawskiej. Jeszcze przed miejscowością Zazriva gdzie mieliśmy odbijać w większe góry, czekał nas spory czternastoprocentowy podjazd, następnie 12% w dół i jesteśmy w wspominanej Zazrivie, gdzie trochę zjedliśmy i naładowali akumulatory. Czekał nas teraz spory podjazd. Zdobyliśmy szczyt Parac o wysokości 1324 m.n.p.m. Od postoju (podczas którego praktycznie każdy zaliczył "wpadkę" do strumyka przy próbie przeprowadzania rowerów) podjeżdżaliśmy tam ponad dobrą godzinę. Teraz długo w dół i jesteśmy w Oravskiej Lesnej, gdzie do granicy jest jeszcze ponad 40 km. Po drodze przed miastem Namestovo Artek łapie kolejną "gumę", co zmusza nas do kolejnego postoju. W miejscowości Zubrohlava odbijamy już na Jabłonkę, skąd do granicy dzieli nas konkretny rzut kamieniem. Cały czas jedziemy wzdłuż jeziora Orava. Rozpościera się również odległy ale całkiem przejrzysty widok Tatr. Granicę przekraczamy ok. godz. 18:30. Od razu zatrzymujemy się w sklepie, już nie w "potravinach" :) Postanowiliśmy rozpalić później ognisko. O ile tereny do rozbicia namiotu "na dziko" przed Jabłonką wydawały się wymarzone, to już w samej wiosce tak kolorowo nie było. Znajdujemy jakieś pola. Jednak postanawiamy się jeszcze zapytać kogoś w sąsiedztwie, czy będzie jakiś problem... Jak się okazuje Pani, właścicielka posesji zaprasza nas do siebie, co nas niezmiernie zadawala. Żeby tego było mało - dostajemy zgodę na ognisko, ciepłą wodę (drugi dzień z rzędu!), ciepłą herbatę i.... jajecznicę przygotowaną wedle własnego przepisu :) W sumie po tych wszystkich atrakcjach (m.in. wspólnym ognisku z domownikami, gdzie poznajemy m.in. świetne dowcipy o policjantach) kładziemy się spać po 23. | ||||||||||||||||||||||||
| Dystans dzienny: 98.3 km | ||||||||||||||||||||||||
| Dystans
całkowity: 492.1 km
|
||||||||||||||||||||||||
| VII dzień ( Jabłonka - Wola Dębińska) | ||||||||||||||||||||||||
| Chyba pobiliśmy rekord, zebraliśmy się w sumie w niecałe półtora godziny. Wyjechaliśmy na pewno przed 9. Cel był jeden - powrót do domów, a że mieliśmy na nadrobienia kilkanaście kilometrów zgubionych gdzieś po drodze z powodu opadów staraliśmy się jechać bez dłuższych postojów. Obraliśmy kierunek na Rabę Wyżną przez Piekielnik i Pieniążkowice. Od samego początku trasa przypominał sinusoidę - raz w dół, raz w górę. Przed Rabą czekał nas już bardziej że tak napiszę wyspecjalizowany podjazd. Później do samej Rabki już lajtowo. Czas był dobry. W Rabce - Zdrój obieramy azumut na Mszanę Dolną. Gdzie też docieramy z dobrym czasem. Zaraz później ciężki podjazd, gdzie robimy małą przerwę na stacji benzynowej. Następnie jeszcze jedna tym razem dłuższa - obiadowa, przed Tymbarkiem. Przed godz. 15 jesteśmy w Limanowej. Odbijamy w kierunku Bochni, aby zaraz później w miejscowości Młynne skręcić na Laskową. Pozostało nam jeszcze 50-60 km. Jedziemy tylko i wyłącznie bocznymi drogami, przez co tracimy trochę na czasie (strome podjazdy i nadrobione kilometry spowodowane pomyleniem dróg). Ok. 18 znajdujemy się już na głównej trasie Brzesko - Nowy Sąćz w miejscowości Łęki. Teraz trasa jest już nam doskonale znana, ze względu na częste tam nasze wypady. Szybko docieramy do Czchowa, jedziemy przez Jurków, Złotą, Łoniową, Dębno by przed godz. 20 bez problemów dotrzeć do rodzimej miejscowości skąd pochodzą wszyscy uczestnicy "eventu". Pod Urzędem Gminy witają nas znajomi :) | ||||||||||||||||||||||||
| Dystans dzienny: 126.1 km | ||||||||||||||||||||||||
| Dystans
całkowity: 618.5 km
|
||||||||||||||||||||||||
| Podsumowanie | ||||||||||||||||||||||||
| Wyprawa bardzo udana. Śmiem domniemywać, że nikt nie żałuję swojego uczestnictwa. Pragniemy podziękować wszystkim osobom które wsparły nas ekonomicznie, logistycznie i wszystkim, którzy popierają tego typu bądź co bądź formę spędzania wolnego czasu, która łączy przyjemne z pożytecznym. Tak więc począwszy od Wójta Grzegorza Bracha (za dofinansowanie) i Tatę Piorka i Artka (ze uwagi i wskazówki udzielone przed wyprawą) przez Pana Miroslava i Panią z Jabłońki (za gościnę) na wszystkich osobach które spotkaliśmy na trasie skończywszy! Dziękujemy i pozdrawiamy! | ||||||||||||||||||||||||
| Statystyki wyprawy | ||||||||||||||||||||||||
| Uczestnicy:
Bartek Hebda, Kamil Hebda, Albert Hebda, Wojtek Franczyk,
Artek Kostrzewa, Piotr Kostrzewa, Andrzej Gagatek (wszyscy
z Woli Dębińskiej)
Dystans całkowity: 618.5 km Najdłuższy dystans dzienny: 126.1 km Najkrótszy dystans dzienny: 42.0 km Prędkość średnia: 19.2 km/h Maksymalna prędkość: 69 km/h Całkowity czas jazdy: 32h 12m 6s Średni dzienny czas jazdy : 4 h 36 m Maksymalna temperatura (do słońca): 47 stopni C Minimalna temperatura: 13 stopni C |
||||||||||||||||||||||||
|