| pierwszy
dzień - Ruszyliśmy koło 8.30. Do ostatniej sekundy nie było
wiadomo na jakim rowerze pojedzie Albert %-), miał wyrobić
się przed wycieczką ale coś nie poszło. Już dzisiaj
wiemy, że jeździ już nowym Kellysem Quartzem. Pogoda była
sprzyjająca, chociaż z każdą minutą grzało coraz
bardziej, ale dało się przetrwać. Nie spieszyliśmy się
specjalnie. Na słabą prękość średnią złożyły się
m.in: słaby rower Alberta oraz kilka innych kuriozalnych
przyczyn, o których lepiej nie pisać:) Na przejściu
granicznym w Piwnicznej byliśmy ok. 15:30. W Mnisku zrobiliśmy
zakupy, trochę odpoczęliśmy i pojechaliśmy do Rytra i
gdzieś nad Popradem rozbiliśmy namiot, jednak nie było to
takie proste, ponieważ komary tak kąsały, że Bartłomień
musiał jechać po środek na komary marki ”Bros”.
Na patykach i kamykach przed rzeką Bartek przebił dętkę w
trzech miejscach, ale na szczęście udało się mu wszystko
załatać. Wykąpaliśmy się w falach w miarę czystego i
ciepłego Popradu, posiedzieliśmy trochę przy ognisku i
browarku i... poszliśmy spać |
| drugi
dzień - Po deszczowej nocy %-) ciężko było wstać, ale
daliśmy radę. Na szczęście w dzień już nie lało i
spokojnie bez większych przygód o ok. godziny 14.30 byliśmy
na naszym South Betcie.
Dodał:
Kamil
4.07.06
|
|